Portugalia. Jak w Polsce

Porto i Lizbona – takie były plany urlopu 2016 zaplanowanego i zrealizowanego na zasadzie dolot–samochód-przylot, w tygodniu 6-14 września 2016 r. W ostatniej chwili wpadłem na pomysł, by do programu tego tygodnia dodać Gibraltar, bo to tylko 1000 km tam i 1000 z powrotem autostradami.
Podróż do Portugalii planowaliśmy już od kilku lat. Myśląc nie twórczo, szukaliśmy jakiegoś rejsu wycieczkowego, np. z Southampton lub Kilonii do Lizbony. Nic z tego. Były takie rejsy, ale przelotowe – np. na Majorkę. W Lizbonie zaś, i tylko w Lizbonie, jeden dzień. Pozostał jedynie samolot. Ale jak zwiedzić cały ten kraj? A jeszcze dodany Gibraltar, miejsce pamiętne z naszej historii, na które, jako domorosły badacz historii II Wojny Światowej, miałem wielką ochotę. Okazało się, że jest na to sposób. Samolotem do Lizbony, a tam, od razu na lotnisku wynająć samochód i jazda! Tak też zrobiliśmy. Muszę jednak zauważyć, że lot z Okęcia był nieznośny z powodu jak zwykle głośnego i rubasznego podpitego towarzystwa moich współobywateli. Tego typu zachowania grupowe znane mi są doskonale z wycieczek grupowych Polaków. Niegdyś autokarowych, teraz lotniczych. Dlatego na wszelki wypadek wybrałem samolot nie LOT-u, ale TAP Air Portugal. Zabieg ten nie okazał się jednak skuteczny.
Po późnowieczornym przylocie do Lizbony, natychmiast po odebraniu bagażu ruszyliśmy wynajętym samochodem do Gibraltaru. Przenocowaliśmy opodal Lizbony, w hotelu w Setubal, by rano ruszyć do Gibraltaru. Pobyt tam został opisany w następnym wpisie.
Druga część urlopu w Portugalii rozpoczęła się wyjazdem z Sewilii. Była to ponad 500-kilometrowa droga „na skróty”, w poprzek kraju, w kierunku Porto, portugalskiej „drugiej stolicy”. Baza na dwie noce to niewielki hotelik Residencial Hotel Celeste w Águeda, 75 km przed Porto. To teren górzysty, zupełnie inny niż nizinne, atlantyckie rejony Portugalii. Krajobrazowo w tej północnej, chłodniejszej części kraju, dominują lasy (ostatnio przerzedzone pożarami) oraz kanion wielkiej rzeki Douro o długości 100 km i głębokości do 400 m. Rzeka ta ma prawie 900 km, ale źródła są daleko, w centralnej części Hiszpanii. Jest to najbardziej zasobna w wodę rzeka na Półwyspie Iberyjskim.

Douro
U góry: hotelik Celeste, przełom Douro, winnice oraz szkoła muzyczna w Agueda. Niżej: Rzeka Douro w okolicy Peso da Régua (zdj. 2, 3 wikipedia).

Po objeździe kanionu rzeki Douro „zakotwiczyliśmy” w Porto na cały dzień. Samochód został na parkingu podziemnym, a miasto zwiedzaliśmy czerwonym piętrusem hop-on-hop-off, wielokrotnie wysiadając.

Porto
Migawki z Porto. Porto Jest biedniejsze niż Lizbona

Przy okazji pobytu w Porto chciałem zobaczyć dom wielkiego reżysera Manuela de Oliveiry (port. Manoel Cândido Pinto de Oliveira, 1908-2015), który w tym mieście żył i pracował. Pojawił się on w mojej świadomości za sprawą Andrzeja Poniedzielskiego, który częstokroć cytował następującą anegdotę: w 2007 roku 99-letni wówczas Oliveira został zapytany w wywiadzie przez młodą dziennikarkę: – Mistrzu, jak Pan to robi, że w tak zaawansowanym wieku tak dużo Pan jeszcze tworzy, publikuje, reżyseruje? Oliveira odparł:   – Proszę Pani, młodość przychodzi z wiekiem!
Zobaczenie domu Oliveiry było jednym z powodów wyjazdu. Niestety stary, drewniany dom, w którym mieszkał reżyser musiał zostać rozebrany. Miasto jednak zbudowało The house of Cinema – Dom Kina Oliveiry, czyli muzeum jego filmowej twórczości.
Najbardziej spektakularną budowlą w Porto jest Ponte Dom Luís I, czyli piętrowy, szynowo-samochodowy most stalowy o długości  385 m i wysokości 45 m w centrum tego miasta (na pierwszym zdjęciu wyżej). Wybudowany w latach 1881-86, według projektu inż. Teófilo Seyriga z grupy Gustave Eiffel’a, był przez 10 lat najdłuższym mostem stalowym na świecie. Zdetronizował go nieistniejący już Upper Steel Arch Bridge zwany także Fallsview Bridge, z widokiem na wodospady Niagary.

Porto1
Most Ludwika I z drugiej strony niż na poprzednim zdjęciu. Na pierwszym planie widoczne są tory kolejki linowo-szynowej dla pieszych, łączącej oba poziomy miasta. Tramwaj miasta Porto. Kościół Św. Ildefonsa. Niżej: deptak nad rzeką Douro, ja w kasie kolejki linowej i Most Ludwika I w nocy

Nareszcie Lizbona
Takie było założenie: odlot z Lizbony, więc pojedźmy tam na końcu. Lizbona to stolica i największe miasto Portugalii, położone na brzegu szeroko rozlanegu ujściarzeki Tag do Atlantyku. Tak korzystne położenie, bezpośrednio przy Oceanie, już ale na spokojnych wodach zawsze decydowało o znaczeniu miasta, zamieszkałego od co najmniej czasów rzymskich. Sądzi się nawet, że był to punkt handlowy Fenicjan. W VIII wieku miasto zostało zajęte przez Maurów. W 1147 roku Lizbona została zdobyta przez pierwszego władcę Portugalii, Alfonsa I Zdobywcę. W 1255 roku król Alfons III przeniósł stolicę Portugalii do Lizbony z ważnego średniowiecznego miasta Coimbra. Właśnie w pobliżu tego miasta  zatrzymaliśmy się w hotelu  jadąc do Porto.
Już w 1290 roku powstał w Lizbonie uniwersytet. Obecnie miasto jest centrum politycznym, ekonomicznym i kulturalnym kraju. W aglomeracji mieszka prawie 3 mln mieszkańców, co stanowi prawie jedną trzecią populacji państwa. Region Lizbony jest najbogatszym regionem Portugalii wytwarzającym 40% dochodu narodowego kraju.

Lizbona
Położenie Lizbony w Portugalii. Czerwony punkt położony najwyżej na pierwszej mapce to Santiago de Compostela. miejsce licznych pielgrzymek, również z Polski. Środkowy czerwony punkt to Hotel Celeste, punkt etapowy tych pielgrzymek i miejsce naszych noclegów. Po prawej: centralny plac Lizbony Praça do Comércio

Nie byłoby tu sensowne opisywanie i pokazywanie Lizbony. Robi to internet i wiele wydawnictw. Ale od początku mojego w tym mieście pobytu miałem wrażenie, że to miasto jest takie, jaka byłaby teraz przedwojenna Warszawa, gdyby ominęła ją zawierucha ostatniej wojny. Dokładnie tak. Warszawa na filmach i starych zdjęciach jest oczywiście podstarzała i podniszczona, ale dodajmy je te ostatnie 70 lat rozwoju! I byłaby właśnie taka, jak dziś Lizbona. Wąskie uliczki i stare tramwaje… I luksusowe hotele, jak dzisiejszy warszawski Bristol. Ale też nowoczesne dzielnice i szerokie arterie. Tuż obok, albo nad starą zabudową.

Lizbona1
Hotel Teatro w centrum Lizbony i uliczny akordeonista pod tym hotelem. I dziewczyny, jak warszawskie

Hotel Teatro w centrum Lizbony udało się zarezerwować na booking.com stosunkowo tanio, bo była to noc z niedzieli na poniedziałek. Było to miejsce szczególne. Hotel urządzono inspirując się wielkimi dziełami opery i teatru. Nasz apartament dokumentował operę buffo Don Pasquale Gaetano Donizettiego.

Lizbona2
Wieczorna panorama Lizbony

Wylot z Lizbony jak z Warszawy. Samolot TAP Portugal był wypełniony krajanami. Tym razem jednak cichszymi, niż podczas lotu tam, bo nastrój był raczej smutny, pourlopowy.