Tym

Stanisław Tym. Był, jest i będzie wielki

Po raz pierwszy zobaczyłem go późną wiosną 1967 roku na małej scence kabaretowej redakcji Szpilek, przy pl. Trzech Krzyży w Warszawie. Byłem wówczas singlem, właśnie skończyłem studia na Elektronice Politechniki Warszawskiej i wiele wolnych wieczorów wypełniałem swoim nowym hobby, to znaczy teatrem i kabaretem tzw. literackim. Zwykle chodziłem sam, niekiedy zapraszałem na spektakle różne znajome panienki z Politechniki. Nie było to łatwe – atrakcyjnych wizualnie było na naszej uczelni tyle co na lekarstwo, a na dodatek uczyły się szaleńczo i nie miały czasu na dyrdymały.

Była sobota 30 czerwca. Na spektakl  legendarnego później kabaretu Owca  zaprosiłem doraźnie ozdobną i mądrą studentkę napotkaną w Radzie Uczelnianej ZSP PW (link). Zgodziła się chętnie, choć magnesem był dla niej raczej kabaret, bo potem nie kontynuowała już naszej, tak miło nawiązanej, znajomości. Wydaje mi się, że wiele lat później była ona znaną, lubianą i znaczącą postacią TV – wspomnę o tym później.

Spektakl „pięciu wspaniałych” – Jerzego Dobrowolskiego, Józefa Nowaka, Andrzeja Stockingera  (ojca Tomasza), Jerzego Turka oraz Stanisława Tyma zrobił na mnie piorunujące i niezapomniane wrażenie. Fantastyczni, inteligentni aktorzy byli na scenie po prostu sobą. Fabuła była taka, ze niby przygotowują występ estradowy. Do dziś pamiętam „opracowywaną” przez nich piosenkę o Panienkach z bardzo dobrych domów z tekstem Andrzeja Bianusza i muzyką Romana Orłowa śpiewaną premierowo przez cały zespół Owcy:, cyt. Najlepsze są panienki z bardzo dobrych domów – Bo przecież komu, jak komu – lecz im rodzice wierzyć chcą… Później śpiewała ją Halina Kunicka. Przenośnie tego tekstu tej piosenki potraktowałem zresztą serio (jak to młody i głupi) i ożeniłem się wkrótce z panienką z tzw. dobrego domu. Skończyło się to po kilku latach rozwodem… Mój inżynierstwo i prostactwo intelektualne okazało się widocznie nie do wytrzymania.

Pamiętam też numer, w którym wszystkich widzów Dobrowolski zrobił w konia. Otóż zapowiedziano piosenkę i cały zespól zaśpiewał żywiołowo Kalinkę: Калинка, калинка, калинка мая… Piosenka wzbudziła huraganowy śmiech i brawa. Pół godziny później do Dobrowolskiego podszedł Nowak i zapytał: – słuchaj Jurek, co to był za dowcip z tą Kalinką, przecież to zwykła piosenka! A na to Dobrowolski – no tak, ale rosyjska! Na sali zapadła głucha cisza…
O Owcy Tym później wspominał:  …pomysłodawcą kabaretu i głównym autorem był Jerzy Dobrowolski, mój nauczyciel, a przede wszystkim przyjaciel. Facet niezwykle wrażliwy, który ukrywał tę „słabość” pod płaszczem szyderstwa, fechtując szpadą cynizmu. Poczuciem humoru przerastał innych o głowę, a celnością o dwie. Wchodząc kiedyś na kolegium redakcyjne czy wywiadówkę córki, przywitał zebranych słowami: „Dzień dobry Państwu. Tej wiosny, wcześniej niż zwykle, zazieleniła się kiełbasa”. Aktorzy Owcy mieli do niego zaufanie, ale gdy im pierwszy raz przeczytał tekst, zachwytu nie było. Dopiero na dalszych próbach odkryli, ośmielę się to nazwać, rewolucyjność Dobrowolskiego.”

Przez całe lata miałem okazję wielokrotnie.  oglądać i słuchać Tyma. A to w teatrze, a to w telewizji Szczecin