Podróże

——ooo——

Powrót do spisu treści

Czwarta krótka podróż sentymentalna
22-25 sierpnia 2018 r. Kotlina Kłodzka

Po drugiej krótkiej podróży sentymentalnej w czerwcu 2018 roku po południowo-zachodnim krańcu Polski, czyli Karkonoszach w Sudetach, Nizinie Śląsko-Łużyckiej oraz ziemi Zielonogórskiej (zobacz poprzedni wpis – Sudety-Lubuskie) brakowało mi ponownej wizyty w górach okalających Kotlinę Kłodzką. Te stare góry, powstałe jeszcze w karbonie (już po świętokrzyskich), tworzą prostokątny kawałek Polski filuternie przekrzywiony w stosunku do równoleżników i południków. Są one źródłem wielu moich wielu wspomnień z tej właśnie, niewielkiej Kotliny.

Ogolne700
Trzy piętra Kotliny Kłodzkiej: kamienny płaskowyż Szczeliniec,  Stare Kłodzko
i kopalnia złota w Złotym Stoku

To region bogaty w atrakcje turystyczne, pokryty zarówno gęstą siecią drogową, jak i siecią pieszych szlaków. Jest tu park narodowy Gór Stołowych, pruskie twierdze w Kłodzku i Srebrnej Górze, Kaplica Czaszek w Czermnej, bazylika Wambierzycka, Jaskinia Niedźwiedzia i stara kopalnia uranu w Kletnie, a także kopalnia – muzeum złota w Złotym Stoku. Jest tu również wodospad Wilczki w Międzygórzu oraz liczne uzdrowiska o wieloletniej tradycji, powstałe wokół źródeł wód mineralnych – głównie szczaw – m. in. w Kudowie, Polanicy, Dusznikach, Długopolu czy Lądku.
Jest to kraj nadal słabo zaludniony, w którym tylko cztery miejscowości (Kłodzko, Nowa Ruda, Bystrzyca Kłodzka i Kudowa) liczą więcej niż 10 tys. mieszkańców, a substancja zabudowy jest w większości stara i zniszczona. Teren ten nie miał bowiem nawet kilku chwil na rozwój. Najpierw nikt się tu nie osiedlał i nie inwestował, bo przez ponad 20 lat po wojnie nie było traktatu pokojowego z Niemcami Zachodnimi. Potem z trudem rozwijał się Wrocław i Sudety Zachodnie. A gdy już wszystko się uspokoiło przyszły nowe czasy i inwestycje lokowane są przede wszystkim w dużych centrach gospodarczych.

SrebrnaGóra700.jpg
Srebrna Góra i trasy zwiedzania z niej Kotliny Kłodzkiej. Hotel Srebrna Góra z daleka i z bliska na zboczu, przy drodze wiodącej do twierdzy na szczycie góry, stara rycina (fot. dolny.slask.org.pl), a także panorama Kotliny i widok rynku w Srebrnej Górze. Zadziwiająco podobny do tego zakopanego w Miedziance (por. wpis 3-16 czerwca 2018 r.)

Punktem startowym odwiedzenia Kotliny była Srebrna Góra, małe miasteczko z hotelem na stromym stoku tejże góry, zapewniającym widok prawie po Wrocław. Stąd wyjazd do Skalnego Miasta Adršpach. To najciekawszy fragment gór z piaskowca w Czechach. Dwa polskie fragmenty tych gór to malutkie obszarowo Błędne Skały i wielki trudno dostępny płaskowyż Szczeliniec, przypominający w wyobraźni Zaginiony Świat sir Arthura Conan Doyle’a. Oba polskie fragmenty Gór Stołowych można odwiedzić jedynie pieszo (parkingi daleko i niestrzeżone) i raczej będąc młodym i sprawnym. Adršpašskie Miasto Skalne to łatwo dostępny fragment Gór Stołowych. Oprócz Adrspachu sąsiedzi mają jeszcze tuż obok Teplickie Skały, trudne, rozległe i dzikie, podobne do Szczelińca.

MapaTrasa700.jpg
Adrspach na kolejnych zbliżeniach mapy. Na ostatnim północ jest na dole

Adršpach jest europejskim ewenementem, bowiem w połowie XIX wieku został spustoszony pożarem, który wypalił wszystko poza skałami, a je same tak rozgrzał, że popękały. Roślinność nieśmiało po latach wróciła, ale góry i bloki piaskowca stały się łatwo dostępne. Już w XIX wieku opleciono je ścieżkami, pomostami i schodkami z poręczami. Dziś mogą tam chodzić wszyscy: od rodzin z dziećmi w wózkach, przez młodzież szkolną, do staruszków o lasce włącznie. Oczywiście nie wszędzie – gdzieniegdzie trzeba się przeciskać i chodzić po schodkach, ale jednak w pewnym komforcie.

DoAdrspachu700.jpg
W drodze ze Srebrnej Góry do Skał. Twierdza na szczycie, polski korek i parking u celu

Do Adrspachu najpierw trzeba jednak dojechać, co nie zawsze jest łatwe. Np. 23 sierpnia Nachodsky Deník pisał, że od 15 do 19 sierpnia był tak wielki napór turystów z Polski, że czescy policjanci drogowi razem z wolontariuszami ekologicznymi pomagającymi pilnować pastwisk wokół skał nie mogli sobie poradzić z naporem setek samochodów z naszego kraju. Zamknięto nawet skrzyżowania na drogach dojazdowych. Na szczęście my nie jechaliśmy od północy, a ze wschodu i w następnym tygodniu po długim weekendzie, więc znaleźliśmy, choć z trudem, miejsce na wielkim parkingu, na przynajmniej tysiąc pojazdów.
Samo Skalne Miasto jest tak wielkie, że turyści w nim znikają. Niekiedy tylko spotyka się grupkę. Raczej na schodach lub przy najbardziej zdumiewających skałach, które górują nad ludźmi tak jak Olbrzymi z krainy powieści Jonathana Swifta. Nie da się tego opisać, trzeba po prostu zobaczyć samemu.

Montaz700
Skalne Miasto Adrspach. Gotycka Brama (sztuczna konstrukcja z XIX w.). Wspinaczka. Przejście szerokie. Przejście wąskie. Okno czarownika. Słonie. Kochankowie. Pęknieta skała. Głowa cukru. Podejście. Starosta i Starostowa. Niektóre z tych wolno stojących baszt skalnych mają prawie 100 m wysokości!

Dzień drugi – wschodnia część Kotliny. Jest ona zdecydowanie bardziej dzika i pusta. Przejazd przez centrum Kłodzka i Bystrzycy Kłodzkiej zaskakuje degradacją przestrzeni miejskiej. Wszystko stare, poniemieckie i zużyte. Nieśmiałe drobne inwestycje, głównie prywatne. Celem pierwszym jest Międzygórze, we wschodniej otulinie Śnieżnika, drugiej góry Sudetów o wysokości 1425 m. Tu m. in.  tętniło wczasowe życie PRL, podobnie jak w Kudowie, Polanicy, Dusznikach i Lądku. Dziś jest smętnie i pustawo, choć trochę gości i turystów jest. Magnesem dla wielu jest tutejszy wodospad na Wilczce, dopływie Nysy Kłodzkiej, ze źródłami w masywie Śnieżnika.

Miedzygorze700
Wodospad Wilczki w 1910 roku i obecnie. Centrum Międzygórza

Wilczka w Międzygórzu wcina się w skały tworząc jar o stromych skalnych ścianach. Jar ten ma 150 m długości, 10 m szerokości, a jego ściany sięgają 40 m wysokości. Jej wodospad, dawniej nazywany także Wodogrzmotami Żeromskiego, liczy obecnie 22 m w jednej siklawie. Jest to drugi wodospad w polskich Sudetach po Kamieńczyku (27 m). Ciekawostką jest fakt, że przed powodzią 1997 r. wodospad Wilczki był o 5 metrów wyższy i bardziej efektowny niż równy mu Kamieńczyk, który toczy większe wody, ale spada w trzech kaskadach. Dzisiejszy stan wodospadu Wilczki to popowodziowy skutek wyrzucenia z progu umieszczonego tu wielkiego głazu, który tworzył w gardzieli sztuczny próg.
Po Wilczce wokół Śnieżnika atrakcji już nie było. Po wschodniej stronie tej góry rodzi się jednak nowe życie i to z rozmachem. Rozbudowuje się nowe Zakopane, czyli rejon Czarnej Góry. Pracują wielkie spychacze i budowlańcy. Powstaje, mówiąc nową polszczyzną – Czarna Góra Ski Resort.

KletnoOkolice700.jpg
Obraz satelitarny tras narciarskich Czarnej Góry i mapa topograficzna okolic. W dolnym rzędzie: pawilon wejściowy do Jaskini Niedźwiedziej, dinozaur i jego jaja w muzeum w Kletnie oraz chodnik tamtejszej kopalni uranu

Pozostałe atrakcje Kletna to stara kopalnia uranu z podziemną trasą turystyczną, hałda minerałów z tej kopalni, duża Jaskinia Niedźwiedzia (długość jej korytarzy to ponad 4,5 km, natomiast różnica pomiędzy poziomem najwyższym i najniższym wynosi 100 m) oraz prywatne Muzeum Ziemi, a raczej nasz Jurassic Park budzą niewielkie zainteresowanie.
Koniec podróży to Lądek Zdrój, śpiące i zaniedbane uzdrowisko oraz Złoty Stok z nieprzebraną liczbą turystów zwiedzających tutejszą kopalnię złota. Nastrój jarmarczny, do obejrzenia niewiele. Złota już nie ma, nawet w muzeum.

pejzaz.jpg

——ooo——

Powrót do spisu treści

Trzecia krótka podróż sentymentalna
6-8 lipca 2018 r. Gdańsk i Gdynia

Pierwszy raz w życiu zobaczyłem Gdańsk w 1958 roku, dzięki akcji Autostop tygodnika Dookoła Świata, zorganizowanej z inicjatywy grupy czytelników pisma. Akcja ta polegała na formalnym uporządkowaniu prawnym znanej od zawsze metody wędrowania na tzw. „łebka”, polegającej na zatrzymywaniu pojazdów (nie tylko samochodów, głównie wtedy ciężarowych, ale także innych, czasem np. pojazdów konnych).  Po zarejestrowaniu się i zakupieniu książeczki (za cenę 20 zł, równą wtedy w przybliżeniu 10-ciu bochenkom chleba), można już było wychodzić na drogę i wędrować po kraju zatrzymując rzadko wtedy przejeżdżające pojazdy.

Cena tej ważnej przez rok kalendarzowy książeczki obejmowała koszt jej druku, składkę roczną ubezpieczenia NWOC oraz niewielkie koszty administracyjne biura akcji. W książeczce były wydrukowane odrywane kupony na 1000 kilometrów jazdy w odcinkach 20, 50 i 100 km, wręczane uprzejmym kierowcom przy opuszczaniu pojazdu. Jedni brali, inni nie, mówiąc, że prowadząc samotnie nie mają z kim pogadać. Byliśmy przecież dla nich sympatycznymi młodymi ludźmi, na ogół z większych miast, których na co dzień nie widywali. Niektórzy kierowcy byli „hurtownikami”; brali „na pakę” na ogół bez plandeki nawet 80 osób. Bywało różnie. Jechałem kiedyś na skrzyni ciężarówki razem ze świniami, brodząc w gnoju, a te bestie ślizgały się tam i z powrotem przy każdym hamowaniu lub przyspieszaniu pojazdu.

Autostop1Książeczka Autostop. Po prawej jedni z pierwszych autostopowiczów Bogusław Laitl (właściciel tej książeczki) i Tadeusz Sowa. Rok 1957.
Fot. L. Fogiel, źródło: http://plecakwspomnien.pl/2012/06/krotka-historia-autostopu/

Autostop to było pierwsze po wojnie wielkie BUM! polskiej turystyki młodzieżowej. Wtedy jeszcze nie było wolno wyjeżdżać poza granice swojego powiatu bez zgody władz. Książeczka Autostop zwalniała z takiego obowiązku, bo rejestrowano nas po jej kupnie. Ja oczywiście zakupiłem taką książeczkę chociaż brakowało mi trochę do ukończenia 16-tu lat, a był to podstawowy wymóg. Na szczęście w biurze Autostopu sprawdzano tylko rocznik.

Rodzice zgodzili się na wyjazd. Dali mi kieszonkowe 300 zł (mniej więcej warte tyle co dziś) licząc, że po dwóch-trzech dniach wrócę z braku środków. 1 lipca 1958 roku dojechałem więc tramwajem na Żerań i wyszedłem na drogę z Warszawy do Gdańska. Pierwsza ciężarówka zatrzymała się już po 15 minutach, ale jechała tylko do Płocka. Stamtąd, po kolejnych wsiadkach i wysiadkach dotarłem już po ciemku do Oruni na przedmieściach Gdańska. W każdej książeczce Autostopu był spis schronisk i campingów PTTK (towarzystwo to było współorganizatorem akcji Autostop). Znalazłem w niej, że taki camping jest Kamiennym Potoku (dzielnica Sopotu), z dostępnymi noclegami w namiotach obozowych, chyba 20-osobowych. Dotarłem tam przed 24-tą, głodny i zmęczony, ale dumny. W plecaku miałem tylko jedną konserwę rybną, słynne Byczki w sosie pomidorowym, otrzymaną jeszcze w domu „na czarną godzinę”. Chleb niestety zjadłem już po drodze. Siedziałem więc w namiocie wśród chrapania i jadłem samą rybę bez zagryzania, popijając wodą z publicznego kranu. Rano obudziłem się szczęśliwy jak nigdy. To był mój pierwszy poważny samodzielny wyjazd z domu, i… pierwszy  Gdańsk.

Potem bywałem w Gdańsku wielokrotnie – zarówno turystycznie jak i służbowo, na Politechnice. Tam też zaczęła się moja największa podróż życia – rodzinne przepłynięcie Europy w poprzek, hausbootem czyli jachtem mieszkalnym Taurus II (opisana dalej na tej stronie) budowanym w Gdańsku przez 2 lata.

TaurusMarina1„Taurus II” we Francji  (rok 2000) oraz macierzysta marina w Gdańsku (rok 2018) już bez tej jednostki

Celem tegorocznego wyjazdu, oprócz względów rodzinnych, było rozejrzenie się po Gdańsku i bierny udział w XXII Zlocie Żaglowców Baltic Sail 2018. Planowałem także spędzenia nieco czasu w Gdyni, pamiętnej z moich pływań.

23
Baltic Sail z lotu ptaka. Mercedes na Zatoce Gdańskiej. Na pokładzie. Port w Gdańsku.
Fot.: trojmiasto.pl (1), materiały prasowe armatora (2), zdjęcia własne (3, 4)

Przygoda żeglarska była ekscytująca. Na szczęście wiało słabo i przechyły były akceptowalne. Nigdy nie pływałem tak dużym żaglowcem. Mercedes jest brygiem turystycznym od 2005 r. Został zwodowany wcześniej, w 1958 r., w Holandii, jako kuter rybacki do połowów atlantyckich. Linie kadłuba zapewniają mu, jak nas zapewniono, znakomitą dzielność morską, a rybacka przeszłość żaglowca nie przeszkadzała w choć skromnej, ale eleganckiej zabudowie wnętrz. Rejon żeglugi to przede wszystkim Morze Śródziemne, wybrzeża Atlantyku oraz Morze Północne ale też, jak widać, Bałtyk.

Gdynia niestety jakby podupadła. Poza budowanym nowym luksusowym portem dla bogaczy na dawnym nabrzeżu Dalmoru (vis a vis niszczyciela w stanie spoczynku ORP Błyskawica oraz Białej Fregaty Dar Pomorza) powstaje luksusowe osiedle z portami i nabrzeżami jachtowymi. Też Dalmoru, ale już nie firmy rybackiej, a dewelopera. Jedynym dla mnie nowym akcentem Skweru Kościuszki było największe w Polsce koło widokowe, z którego, z 60-tego metra wysokości, widoki były wspaniałe. Spadania z tej wysokości na innej, szaleńczej maszynie ramieniowej, nie byłem już w stanie spróbować.

KoloGdynia

——ooo——

Powrót do spisu treści

Druga krótka podróż sentymentalna
3-16 czerwca 2018 r. w Sudety i nie tylko

Samochodowe podróże krajoznawcze czterodniowe są chyba lepsze niż trzydniowe. Ta również jak i poprzednia była sentymentalna, bo ponad pół wieku temu często bywałem w tym  skrawku Polski. I na rajdach studenckich, i z rodziną na popularnych wówczas wczasach FWP. Chyba bym się ponownie nie wybrał, ale kupiłem sobie w internecie audiobooka Filipa Springera „Miedzianka. Historia znikania”. Reportaż ten zrobił na mnie tak duże wrażenie, że postanowiłem przeżyć go jeszcze raz, ale na miejscu.

Udało się to po kilku miesiącach Przygotowałem krótką, sentymentalną wyprawę objazdową w południowo-zachodni kąt Polski. W planie była oczywiście Miedzianka, ale też Karpacz, Szklarska Poręba, Świeradów, Sami swoiZamek Czocha, Bogatynia, a nawet Świetoszów, Zielona Góra i największy Jezus Chrystus na świecie.

Miedzianka
Dzięki nowym autostradom podróż z Mazowsza do Miedzianki to niecałe 5 godzin. W tym zakopanym spychaczami w latach 70-tych miasteczku jest zaledwie kilka domów-ostańców i tylko jeden nowy. To Browar Miedzianka, gdzie są znakomite piwa i nie gorszy od nich niewielki i niedrogi (!), ale przytulny i gustowny hotelik. Tu właśnie, od Cycucha Janowickiego zaczęliśmy przygodę z historią opisaną w książce Springera.

Browar

Browar2
Browar Miedzianka i Ci, którzy go stworzyli: Ewa Jurkiewicz i Jarosław Kądziela.
Fot. Browar Miedzianka. Zobacz więcej: [1], [2], [3]

Dodam tylko, że właściciele browaru, mający jeszcze inne niemałe biznesy, jak np. hurtownię tworzyw sztucznych we Wrocławiu, na milionerów się nie snobują, są skromni i sympatyczni. Browar wybudowali dlatego, że chcieli tu pomieszkiwać, może również zarabiać, ale przede wszystkim dlatego, że znaleźli tu piękny widok.

Powodem mojego przyjazdu nie był jednak browar, ale wielowiekowa historia Miedzianki i to, że to miasteczko zostało zasypane ziemią.  Trzeba było tej ziemi „dotknąć”.

fot-dolny-slask-org-pl-oraz archiwum wyd- Czarne i Filip Springer
Rynek w czasach świetności miasta i teraz.
fot. dolny-slask.org.pl oraz archiwum wyd. Czarne i Filip Springer

dwaOstatnieMiedzianka teraz – stary browar i była gospoda „Pod czarnym orłem”. Jeszcze jest tam kościół katolicki i kilka domów

Nie napiszę nic więcej. Trzeba samemu zanurzyć się w tym temacie. Warto przeczytać stale wznawianą książkę Filipa Springera, lub – choćby na początek – ten artykuł zaimportowany tu z Polityki.

Karpacz, Szklarska Poręba i Świeradów-Zdrój
Pierwsze powojenne wczasowiska w Polsce. Były głównie dlatego, że cały region jeleniogórski ostał się w całości w czasie II Wojny. Działań wojennych nie było tu wcale, a w ciągu roku po wojnie większość ludności niemieckiej została wywieziona na zachód. Pod Karkonoszami bywałem wielokrotnie, ale tylko w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Dobrze poznałem te trzy rejony, kilka razy byłem też na Śnieżce i Szrenicy,
Teraz to zupełnie inny świat. W Karpaczu i Bierutowicach (nazwanych obecnie Karpaczem Górnym) morze dużych willi z pokojami na wynajem, barów i hoteli. Miasto przytłacza olbrzymi moloch, luksusowy hotel sieci Gołębiewski.  Jest w nim 880 luksusowych pokoi i apartamentów, wiele sal konferencyjnych oraz restauracji, a także park wodny i plaże. Schronisko więc jest, nawet bardzo duże, ale gór nie widać. Brakuje jednak portu żeglarskiego, ale podobno to zrobią. Żaden problem – zalać sąsiednią kotlinę, a przy jachtach motorowych postawić górskie schronisko!

Karpacz2
Niewielki przytulny hotelik górski . Fot. Hotel Gołębiewski

Szklarska Poręba prawie wcale się nie zmieniła. Jedyną nowością oprócz tłoku, jest innowacyjny pomysł umieszczenia jedynej stacji benzynowej tyłem do głównej arterii przelotowej, bez wjazdu. To robi wrażenie.

Stacja2 Stacja benzynowa w Szklarskiej Porębie. W tej budce jest wszystko: Cafe i WC

Świeradów Zdrój jest taki jak był, senny i pełen kuracjuszy odpoczywających w parku zdrojowym po parkiecie i nocnych zabiegach. W drodze zatrzymałem się na Zakręcie Śmierci. Nowy asfalt i poprawione mury oporowe. Miło – pierwszy raz w życiu byłem tu 65 lat temu, będąc dzieckiem na kolonii szkolnej.

Zamek Czocha, i dziura w Ziemi. Dwie granice
Nie wypada na tej trasie nie wpaść do Lubomierza. To małe miasteczko bywało plenerem wielu polskich filmów, również legendarnych trzech komedii „Sami swoi – Nie ma mocnych – Kochaj albo rzuć” w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego, wg scenariusza Andrzeja Mularczyka (czytałem wszystko co napisał i cenię go bardzo wysoko), z muzyką Wojciecha Kilara i urzekającym aktorstwem Wacława Kowalskiego (Pawlak) i Władysława Hańczy (Kargul). Zwłaszcza „Sami swoi”, pierwszy z serii, uważany jest przez polskich widzów za najlepszy film XX stulecia. Zwykła publiczność bowiem niżej ceni filmy uznawane za wybitne przez krytyków i profesjonalistów.
Samo muzeum jest skromne i bardzo przaśne, ale zobaczyć warto, ze względu na szacunek dla twórców wspomnianych trzech komedii.

Lubomierz1Kargul z Pawlakiem w Lubomierzu (fotos), muzeum dzisiejsze. Obok zapora na Kwisie w Jasnej

W drodze na Zamek Czocha można przejść się po zaporze wodnej na Kwisie, w Jasnej. Zapora ta, o wysokości 36 m i szerokości w koronie 8 m, jest najstarszą zaporą wodną w Polsce. Jej budowa trwała 4 lata. Zużyto 150 tys. worków cementu, 20 tys. m3 piasku i 460 ton stali zbrojeniowej. Powstałe w wyniku budowy zapory Jezioro Leśniańskie ma długość 7 km i szerokość do 1 km. Towarzysząca zaporze elektrownia wodna to zespół 6 turbin Francisa o łącznej mocy 2,64 MW.
Zamek Czocha powstał jako warownia graniczna na pograniczu śląsko-łużyckim w latach 1241–1247 z rozkazu króla czeskiego. W 1253 roku został przekazany biskupowi miśnieńskiemu (Miśnia i Łużyce były wówczas częścią korony czeskiej). Potem miał wielu właścicieli. Na początku XV wieku był bezskutecznie oblegany przez husytów. W 1909 roku został kupiony, a po trzech latach przebudowany przez drezdeńskiego producenta cygar Ernsta Gütschowa. Starano się mu nadać wygląd zachowany na rycinie z 1703 roku. Gütschow mieszkał w zamku aż do marca 1945 roku.

Czoch1Zamek Czocha: widok od frontu i z lotu ptaka. Mury obronne od strony północnej

Po II wojnie światowej opuszczony zamek był wielokrotnie okradany z mebli i wyposażenia. Na początku lat 50-tych na krótko zasiedlono go uchodźcami z Grecji, którzy w sali rycerskiej trzymali zwierzęta gospodarskie. W 1952 roku zamek poddano renowacji i wykorzystano na wojskowy dom wczasowy. Był to obiekt utajniony i nie występował na mapach. W 1996 roku stał się udostępnionym publicznie hotelem Agencji Mienia Wojskowego.
Zamek Czocha wart jest odwiedzin i noclegu. Należy koniecznie zarezerwować pokój z widokiem na zalew Kwisy. Ciekawy jest też spacer naokoło zabytku.
Od Zamku Czocha to już tylko krok do Bogatyni, zwłaszcza jeśli się jedzie przez czeski Frydlant. W tym miasteczku też jest zamek, ale z braku czasu zatrzymałem się tylko w lokalnym dyskoncie by kupić legendarne Lentilki i Tyčinkę Rumbę. Były niestety tylko Lentilki. Za Bogatynią szukam wielkiej dziury w ziemi, czyli wyrobiska kopalni węgla brunatnego Turoszów. Nareszcie jest, ale jakieś takie płytkie. Robi wrażenie raczej wielką powierzchnią, a nie głębokością.
Czas było jechać dalej, na północ. Droga wzdłuż zachodniego brzegu turoszowskiego worka jest jednak zupełnie zniszczona. Trzeba podróżować przez Niemcy, czyli przez Sieniawkę i Görlitz.

Świętoszów, Zielona Góra i Jezus, podobno największy na świecie
W planie podróży był Świętoszów, siedziba 10-tej Brygady Kawalerii Pancernej im. gen. Stanisława Maczka, wyzwoliciela Bremy. Generał do dziś jest pamiętany tam, w Holandii. Chciałem przede wszystkim zobaczyć czarnoskórych żołnierzy naszego aktualnego sojusznika. Niestety. Czy to z powodu remontu, czy też tajemnicy wojskowej, droga tuż przed Świetoszowem była zamknięta. Trudno. Zgodnie z planem jedziemy do Zielonej Góry.

Hotel w samym centrum daje możliwość zwiedzenia tego miasta. Po pierwsze, nigdzie nie widziałem tam góry, a i z zielenią było trudno. Zobaczyłem jednak wiele: Starówka, Teatr Lubuski, Filharmonia. Wszystko to w zasięgu spaceru, bo miasto jest nie za duże. Natomiast trafiliśmy na dobry obiad. Niestety, tanio nie było.

zgora1 Restauracja u Szwejka w Zielonej Górze. Widok na ulicę. Knedliki i piwo

To, czego nam wcześniej zabrakło: obiadu w Czechach (z braku czasu) i amerykańskich żołnierzy w ich wielkich, szalejących maszynach (z powodu remontu drogi), znaleźliśmy w Zielonej Górze i po drodze z tego miasta do najwyższej figury Chrystusa na świecie. W Świebodzinie, naprzeciwko równie wielkiego centrum handlowego. I to był już koniec atrakcji czterodniowej wyprawy.

swiebodzin1

——ooo——

Powrót do spisu treści

<

Pierwsza krótka podróż sentymentalna
25-26 sierpnia 2017 r. Mazury i Białostocczyzna

Wyprawa na północny Bałtyk w czerwcu 2017 roku (zob. wpis następny)  zakończyła wieloletnią serię naszych rejsów statkami wycieczkowymi po całym świecie. Odwiedziliśmy wszystkie kontynenty z wyjątkiem Ameryki Południowej, Afryki i Australii. Odbyliśmy więc już z żoną wszystkie interesujące nas i jednocześnie bezpieczne miejsca na świecie.
Pojawił się więc problem, co robić podczas wakacji. Pomysł był rewelacyjny: a może po prostu poznać lepiej swój kraj? Nie będzie to łatwe, bo w latach 1955-95, a więc przez czterdzieści lat to nasz kraj właśnie był stałym celem moich wycieczek, obozów, urlopów i podróży. Wydawało się, że znam w nim każdy skrawek.
A jednak nie. Po prześledzeniu mapy okazało się, że w pewnych rejonach nie byłem. Dzięki Google StreetView doszedłem ponadto do wniosku, że miejsca gdzie byłem kiedyś, bardzo się zmieniły, niekiedy niemal nie do poznania np. Karpacz, Pobrzeże Bałtyku czy choćby Wrocław. Na dodatek w garażu stoi 8-letni, prawie nie używany samochód, ponieważ w XXI wieku podróżuje się daleko i  głównie samolotem.
Stąd pomysł na krótkie podróże sentymentalne pod hasłem „przeżyjmy to jeszcze raz”. Okazało się, że tak naprawdę to tylko trochę jest „jeszcze raz”. A prawie wszystko jest zupełnie inaczej…

Popielno i Wierzba
W dawnym zespole dworskim Popielno, na samym końcu półwyspu między jeziorami Bełdany, Mikołajskim i Śniardwy utworzono w 1955 roku Zakład Doświadczalny Hodowli Zwierząt PAN. Opodal, w odległości 2 km na zachód, nad brzegiem rynnowego jeziora Bełdany rozsiadła się niewielka mazurska wioska Wierzba z przeprawą promową przez jezioro (nawet dla pojazdów ciężarowych) oraz przystanią statków pasażerskich regularnie kursujących miedzy Rucianem (teraz Rucianem-Nidą) a Mikołajkami. Popielno z Rucianem łączyła bezpośrednio leśna droga gruntowa.

MapkaPopielno2

Dyrektorował tej placówce badawczej inż. rolnictwa SGGW Kazimierz Ubysz (1905-2000) delegowany tam przez macierzysty Instytut Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu koło Warszawy, prywatnie przyjaciel moich rodziców. Mówiliśmy do niego Wujek.
Mazury po wojnie były opustoszałe. Ludność miejscowa emigrowała za porozumieniem rządów na zachód. Rząd nasz powoli zasiedlał te ziemie. W latach 50-tych ub. stulecia było jednak jeszcze tam pusto, jak w Bieszczadach. Stacja PAN w Popielnie to zaledwie punkt wśród lasów. Czasy te wspomina prof. Zbigniew Jaczewski, naukowiec pracujący w Popielnie od 1958 roku:
…Nie było wówczas w Popielnie wody bieżącej ani prądu elektrycznego na stałe. Czasem rano i wieczorem funkcjonował  często psujący się agregat. Niejednokrotnie tygodniami nie było prądu. Wodę czerpało się ze studni lub z jeziora, a prace pisaliśmy przy świeczkach lub lampach naftowych…

Łączność Popielna z macierzystym Zakładem PAN pod Warszawą zapewniał tylko telefon na korbkę i jeden samochód ciężarowy GAZ-51, na szczęście z plandeką. Ze względu na niebezpieczne w owym czasie mazurskie drogi, kierowca tego samochodu zawsze jeździł z osobistą bronią krótką.

Popielno2Popielno. Samochód GAZ-51. Spichlerz z połowy XVIII w. Czworaki – tu mieszkałem. Zdjęcia współczesne. W ramce dyr. Kazimierz Ubysz (1998).
Fot. muzeumgryf.pl, Sylwester Górski, www.it.mragowo.pl

Ale dla mnie i mojego brata Andrzeja była to Ziemia Obiecana. Dostaliśmy mały pokoik na piętrze i opłaconą na prawie dwa miesiące stołówkę robotniczą. Pamiętam, że na kolację prawie zawsze był świeży ciemny chleb, smalec ze skwarkami, ogórek kiszony i kawa zbożowa. Było to dla nas, paniczyków, wspaniałe jedzenie. Chodziliśmy do niedostępnego dla obcych lasu rezerwatowego na poziomki, jagody i maliny i jedliśmy je ze śmietanką zlewaną z otrzymywanego codziennie 1 litra mleka. Z różnych odpadowych kawałków desek i belek zbudowaliśmy tratwę z piracką flagą na krótkim maszcie i pływaliśmy na niej po płytkich wodach jeziora do pierwszego pasma trzcin łowiąc płocie i wzdręgi pływające stadami w kryształowo czystej wodzie. Kiedyś nawet spadły mi z tratwy i utonęły jedyne spodnie, które zdjąłem do kąpieli. W końcu sierpnia wracałem do Warszawy pociągiem w małych, pożyczonych szorto-majtkach.
Opiszę je kiedyś te wspaniałe wakacje szerzej, na podstronie Life Story

Popielno i Wierzba po 60-ciu latach
W Popielnie, w byłej Stacji Naukowej PAN przede wszystkim wczasowisko, które nieco przygniotło funkcje naukowe. Pałacyku dyrekcji już nie ma. co natomiast jest? Oto cytat z Wikipedii: „W Popielnie funkcjonuje w sezonie letnim rozwinięta baza turystyczna i noclegowa, plaża, sklepy ogólno-spożywcze, a także firmy czarterowe. Port jachtowy w Popielnie zarządzany jest przez pobliski Dom Pracy Twórczej PAN w Wierzbie. Dom ten, a właściwie cały zespół inwestycyjny jest de facto molochem który zalał cały obszar Wierzby, z wyjątkiem maleńkiego skrawka przy przy przeprawie promowej. Jest też i mało wykorzystywany, bo jego standard jest bardziej zbliżony do minionej epoki niż obecnej, reprezentowanej tu przez pobliski Hotel Gołębiewski w Mikołajkach.

Mazury6gotPo lewej Wierzba z lotu ptaka. Niewielki czerwony dach w dali przy przystani jachtowej to w zasadzie jedyny dom nie należący do kompleksu PAN. Jest w nim dość prymitywny bar widoczny na zdjęciu z prawej, bardzo przydatny oczekującym na przeprawę.
Fot. Booking.com (1) i własne

Tykocin, Białystok i Supraśl
Po żurku i przeprawie w Wierzbie jedzie się zwykle do Mikołajek. Jedyną drogą, gruntową(!) tą samą, z której korzystałem pieszo 60 lat temu. Mikołajki przykryte turystycznym tłumem, biedniejszym w porcie jachtowym i bogatszym w Hotelu Gołębiewski. Bez zatrzymania jedziemy więc środkiem, przez stare miasteczko na Orzysz. To kiedyś administracyjna stolica południowych Wielkich Jezior, dziś głównie garnizon wojskowy. Dalej mamy po drodze Bemowo Piskie, również ważny teren wojskowy, dawniej nieprzejezdny. Wojska nie widać, tylko ogrodzenia. W Szczuczynie wjeżdżamy na stare polskie tereny, łączące Mazowsze z Wileńszczyzną. Podlasie, płaskie i podmokłe, ale bardzo zielone. W końcu dnia i trzeba się zregenerować. Jeszcze przed wyjazdem zarezerwowaliśmy pokój w zamku Tykocin. W zupełnie nowym zamku, wybudowanym wg starych rycin przez prywatnego inwestora, miłośnika ziemi białostockiej.

Tykocin1Nowy zamek w Tykocinie, znany m. in. z Sienkiewicza. Wybudowano go z wyczuciem historycznym bez ukrytego celu zarobkowego. Cena noclegu ze śniadaniem przystępna. Na górze widok o świcie na dolinę Narwi

Rano do Białegostoku. Miasta w którym nie byłem nigdy. Z braku innych atrakcji plan podróży przewidywał tylko przejście główną ulicą od dworca PKP do Pałacu Branickich. Niewiele, jak na główna ulicę Podlasia, ale cóż, czasu mało.

BialystokM700Katedra, Ratusz, Pałac Branickich w Białymstoku

Na północny wschód od Białegostoku jest szczególny kawałek Polski. Są tam inne narody, inne religie i zwyczaje. Folklor. Prawosławni, a także Tatarzy i zaimportowani chyba jeszcze przez Kmicica. W Supraślu istnieje duży prawosławny zespół klasztorny i uniwersytecki tej wiary (1 km x 1 km) z wieloma budynkami o różnym przeznaczeniu. W Supraślu żyje także wielu potomków polskich Tatarów, walczących swego czasu w wojskach I Rzeczypospolitej. Warto więc zwiedzić to kresowe miasteczko, a także zjeść prawdziwy tatarski obiad w niewielkiej gospodzie, gościnnie usytuowanej w skromnym budynku gminnego Centrum Kultury.

Suprasl700Supraśl. Zespół klasztorny. Gospoda „Przysmaki Tatarskie

W drodze powrotnej mogliśmy jeszcze zobaczyć zachwalany przez wędkarzy zbiornik retencyjny na Narwi o nazwie Jezioro Siemianowskie. Duże, bezludne, raj dla wędkarzy, choć podobno ryby maja tam swoje humory i raz biorą, a raz nie. Blisko stąd do granicy z Białorusią. Ciekawostką jest biegnąca przez jezioro linia kolejowa Hajnówka-Wołkowysk.

Siemianowka2

——ooo——

Powrót do spisu treści

Stolice północnego Bałtyku
24 czerwca – 1 lipca 2017 r. Ostatni (?) rejs wycieczkowy

W naszych planach ostatnim rejsem wycieczkowym miała być podróż do Azji Południowo-Wschodniej (Indie–SriLanka–Malezja–Singapur–Tajlandia, zobacz dalej). Wydawało się bowiem, że zobaczyliśmy już na Świecie wszystko, co chcieliśmy zobaczyć. Planowaliśmy następne wyjazdy, ale raczej już lotniczo-samochodowe. Jednym z nich była Rosja, a ściślej Sankt Petersburg. W tym mieście bowiem byliśmy 40 lat wcześniej, w ramach modnej w tym czasie organizowanej przez miejsca pracy wymiany turystycznej rodzin liczonej w osobodniach (zapraszamy Was, a potem Wy nas). Zaproponowano nam wtedy wymianę turystyczną z podobną do naszej rodziną 2+2 z ówczesnego Leningradu. Jak się okazało trafiliśmy na bardzo sympatycznych, otwartych i miłych ludzi, z którymi utrzymujemy nadal kontakt telefoniczny. Pomysł na podróż był więc prosty: Rosja, Petersburg, może też Moskwa.

Peter1St Petersburg: Nasi wymiennicy. Newa. Kolumna Aleksandrowska na pl. Pałacowym.

Pomysł dobry, ale realizacja już nie. Warszawa nie ma dziś bezpośredniego połączenia kolejowego lub lotniczego z Petersburgiem. Ponadto trzeba starać się o wizę (wyjątek stanowią wycieczki grupowe). Pomysł lepszy: wycieczkowiec! Znalazłem w internecie tygodniowy rejs wycieczkowy Sztokholm–Helsinki–Petersburg–Tallinn–Sztokholm. 7 dni i trzy europejskie stolice, w których nie byłem! A do Sztokholmu mam prawie spod domu loty, z Modlina. Po 100 zł od osoby! W Petersburgu statek stoi 2 dni – akurat tyle, by spędzić ze znajomymi jedną białą noc na ulicach starej stolicy Rosji!
Nie było łatwo to zrobić. Uzyskanie wiz rosyjskich z prawem samodzielnego wyjścia do miasta (bez grupy wycieczkowej) wymagało mnóstwa formalności, kilkuset złotych i ponad 6-tygodniowego oczekiwania. Łatwiej było z Ryanairem. Bilety do Skavsta, wykupione z wszelkimi luksusami (odprawa bez kolejki, 20kg bagażu, pierwszeństwo wejścia na pokład i zarezerwowane miejsca) to razem bez mała 400 zł od osoby w obie strony. LOT-em by to kosztowało ponad 1200 zł.

TamGotKarta pokładowa Ryanair, mapka podróży i wejście na statek

Lot przebiegł planowo. Zarezerwowane internetowo w Polsce i opłacone kartą (ok. 160 euro za 2 osoby) TAXI do portu w Sztokholmie (120 km) czekało w Skavsta z napisem Wojciech na dachu, bo uznali moje imię za nazwisko klienta. Był to jedyny samochód jaki stał na parkingu lotniska z dumą nazywanego airportem. Półtorej godziny później zaokrętowaliśmy się na statku. Firmą Ryanair leciało się bez luksusów, ale skutecznie.

Helsinki, Finlandia
Wypłynięcie wieczorem. Po eleganckiej kolacji spanie w luksusowej kabinie. Rano nasz statek był już zacumowany przy nabrzeżu portu Helsinki. Można wyjść i zwiedzać, mamy na to cały dzień.

HelsinkiGotMewy w Sztokholmie jedzą z reki. Pokład słoneczny statku. Helsinki, Hop-on Bus

Bardzo wygodną i popularną już na całym świecie formą zwiedzania obcego miasta są piętrowe autobusy hop-on-hop-off (co znaczy wskakuj-wyskakuj) z otwartym zwykle pokładem wyższym. Karnety pokładowe są 24- lub 48-godzinne, a kupuje się je u kierowcy lub w internecie, nawet na miesiące z góry. Bilety te w okresie ważności upoważniają do wsiadania na każdym przystanku. Trasy są ustalone; w wielu miastach jest ich klika. Są nawet trasy wodne, z których można korzystać z tym samym biletem, jeśli tylko jeździmy autobusem i stateczkiem tej samej firmy, bo w większych miastach firm typu hop-on-hop-of może być kilka. Bilet dzienny kosztuje około 20 euro.

HOP1700Autobusy hop-on-hop-off  są już chyba we wszystkich metropoliach świata

Dla pasażerów wycieczkowców to znakomity sposób na poznawanie miasta i odwiedzenie wielu zabytków czy muzeów. Po zwiedzaniu wraca się po prostu takim autobusem na statek. Na prysznic i kolację. Tak było w Helsinkach, Tallinnie i Sztokholmie.

Sankt Petersburg, Rosja
W Petersburgu jednak nie. Tam w porcie czekali na nas nasi przyjaciele sprzed 30 lat. Zaprosili nas na chwilę do swego domu, potem pojeździliśmy po mieście. Wieczorem spektakl baletowy w Teatrze Maryjskim, kolacja w knajpie i czekanie nad Newą na białą noc. Teatr Maryjski zbudowano na polecenie carowej Katarzyny II działa nieprzerwanie od 1783 roku, choć był przebudowywany.

PetersburgNoc700iW Teatrze Maryjskim. Sala teatru Maryjskiego. Nocny Newski Prospekt Piotra I

Następny dzień został przeznaczony na spanie i wypoczynek na pokładzie. Po kolacji wyszliśmy w morze. Rano statek był już przy nabrzeżu w Tallinnie, nieopodal miejsca gdzie stał internowany polski okręt podwodny ORP Orzeł.

Tallinn, Estonia
Tallinn był silnym ośrodkiem gospodarczym już w X-tym wieku. Jako gród, występuje w kronikach ruskich pod dawną nazwą Kaluri już w 1223 r. W 1219 r. król duński Waldemar II Zwycięski, podczas wyprawy krzyżowej przeciwko pogańskim Estom kazał zburzyć stary zamek i zbudować nową twierdzę. Wynika z tego, że miasto to funkcjonowało nie najgorzej jeszcze na długo przed chrztem Polski.

Tallinn700Port Tallinn. Na rynku Starego Miasta. Mury obronne, po lewej w tle nowy wieżowiec

Tallinn jest przepiękny. Ludzie sympatyczni, chyba czują, że szybki rozwój turystyki przyjazdowej pomoże pokonać smutny okres skutków włączenia ich kraju na dziesięciolecia w strukturę wielkiego sąsiada. Włączanie się ich państwa do Europy odbywa się jednak, głównie ze względów geograficznych, przez morze i powietrze. Nastrój Tallinna przypominał mi trochę polskie wczesne lata 90-te, czyli czasy naszej transformacji.

Sztokholm. Powrót do domu
Po nocy w kabinie na statku, następnego dnia rano budzimy się już w Sztokholmie  przy nabrzeżu, z którego odbiliśmy. Program rejsu przewiduje cały dzień na zwiedzanie miasta, bowiem wyjechać musimy dopiero rano następnego dnia. Jak zwykle wypuszczamy się czerwonym piętrowcem hop on hop off, który w tym mieście oferuje dwie linie lądowe i jedną wodną.
Ciekawy jestem tego miasta, które w Polsce zawsze budziło cieple emocje, zwłaszcza wśród młodzieży, ale też u wszystkich w okresie wczesnej komuny.

Stockholm700Ulica. Port wewnętrzny. Uliczka starego miasta. Poniżej: Policja konna. Sklep z bibelotami (specjalność Szwedek). Uliczna sprzedaż biletów hop-on-hop-off

Sztokholm można określić trzema słowami: solidny, solidny i solidny. Ani piękne, ani urokliwe, polotu za grosz. I nie wygląda bogato, ale oszczędnie po prostu. Wiele jest takich miast w Europie jak to. Nie jest ono tak ekscytujące jak Tallinn, głównie dlatego, że jest już nieco przyszarzałe, takie samo od dziesięcioleci. Sympatycznie natomiast wyglądała  uliczna sprzedawczyni biletów (z prawej na dole). Chciałoby się zaśpiewać za Rosiewiczem: „Szwedki są wysokie, zgrabne, higieniczne, zdrowe. Ale ponoć dosyć chłodne, bo… polodowcowe…”
Następnego dnia w sobotę, już po 8-ej schodzimy z wycieczkowca. Od razu dostrzegamy stojącą na nabrzeżu za barierką jedyną taksówkę. Z Nyköping koło Skavsta, więc chyba nasza, zamówiona i opłacona jeszcze w kraju. OK, za dwie godziny mamy odprawę Ryanaira w Skavsta. Zdziwiony kierowca firmy taksówkowej, inny niż poprzednio, się cieszy: Panie, ze statku wychodzi na brzeg tysiące ludzi! Jak ja bym Was znalazł gdybyście sami nie podeszli?

Skavsta, port lotniczy
Kolejka do bramki, ponad 150 osób. Do bramki priority, zapewniającej wykupione  wcześniej pierwszeństwo wejścia na pokład samolotu Ryanair tylko trzy osoby, w tym ja. Nagle z tamtej kolejki podchodzi do mnie Pani i mówi niemal jak słynne Pan tu nie stał! z komedii Stanisława Barei Co mi zrobisz jak mnie złapiesz? z 1978 roku. Teraz było bardziej rozbudowane: „proszę Pana, Pan próbuje wejść do samolotu bez kolejki! My proszę Pana wszyscy stoimy, proszę iść na koniec”. Ot, polskie spotkanie. Z kłopotu wybawiła nas terminalowa stewardesa, która wyjaśniła aktywnej pasażerce ze zwykłej kolejki, że gdyby sobie wykupiła usługę priority, mogłaby także korzystać z pierwszeństwa wejścia na pokład. Ta usługa kosztuje około 20 zł…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Twierdza, której bronią małpy. Bank konkwisty
7-9 września 2016 r. Gibraltar i Sewilla

Podróż do Portugalii planowaliśmy już od kilku lat. Myśląc nie twórczo, szukaliśmy jakiegoś rejsu wycieczkowego, np. z Southampton lub Kilonii do Lizbony. Nic z tego. Były takie rejsy, ale przelotowe – np. na Majorkę. W Lizbonie zaś, i tylko w Lizbonie, jeden dzień.
Pozostał jedynie samolot. Ale jak zwiedzić cały ten kraj? A przy okazji trzeba jeszcze zobaczyć Gibraltar, miejsce pamiętne z naszej historii… Okazało się, ze jest na to sposób. Samolotem do Lizbony, a tam, od razu na lotnisku wynająć samochód i jazda! Tak też było.
Muszę jednak zauważyć, że lot był nieznośny z powodu jak zwykle głośnego, rubasznego podpitego towarzystwa moich współobywateli. Tego typu zachowania grupowe znane mi są doskonale od lat z wycieczek grupowych Polaków. Niegdyś autokarowych, teraz lotniczych. Dlatego wybrałem samolot TAP Air Portugal‎, a nie LOT. Zabieg ten nie okazał się jednak wystarczający.
Wynajętym na lizbońskim terminalu samochodem ruszyliśmy natychmiast po odebraniu bagażu. Nocleg w Setubal. Rano do Gibraltaru. W drodze przestał działać nasz GPS. Świat jednak jest już tak „znormalizowany”, że w ciągu pół godziny znaleźliśmy Carrefoura i kupiliśmy nowy. Obiad jedliśmy już w graniczącym z Gibraltarem hiszpańskim mieście o pięknej nazwie La Línea de la Concepción.

MapkaGotMaxDroga Lizbona-Linea. Przebiega blisko Kadyksu i miejsca bitwy pod Trafalgarem (1). Cieśnina Gibraltarska – Gibraltar leży nieco na wschód od tej cieśniny (2). Mapa terenowa miasta-państwa Gibratar z zaznaczonymi: hotelem w Linea, przejściem granicznym, miejscem kolejki linowej i pomnikiem gen. Sikorskiego na południowym cyplu półwyspu (3). Widok Gibraltaru z powietrza od strony północnej (4)

Gibraltar jest malutki, więc jedynie sensowne jest zwiedzanie go pieszo. Tym bardziej, że kolejka samochodów do przejścia granicznego z Hiszpanią sięga niekiedy kilku kilometrów. Ponadto w samym Gibraltarze trudno jest zaparkować. Pieszo nie oznacza jednak na piechotę, bo można przecież korzystać z miejskich autobusów komunikacji publicznej. Najlepiej autobusem linii 2 przejechać wpierw całą jego trasę, bez mała od przejścia granicznego po sam południowy cypel półwyspu, a wrócić spacerem przez cały Gibraltar, odwiedzając wszystkie atrakcje tego miasta-państwa.

GibraltarTamDroga z hotelu przez przejście graniczne i pas startowy gibraltarskiego lotniska z obowiązkowym zdjęciem na jego środku. W rogu pierwszego zdjęcia miniatura pomnika hiszpańskiego Robotnika (wyżej). Autobus linii 2 na przystanku startowym. Cypel południowy: Pomnik Generała i nieudana próba pieszego sforsowania cieśniny i przejścia do Afryki (niżej).

Powrót do hotelu był już spacerkiem, ale trwał całą resztę dnia, ze względu na liczne atrakcje. W połowie półwyspu kolejka linowa i wjazd na Skałę. Z góry rewelacyjne widoki na cztery strony świata.

FourView700Od góry: widok na południe, widoczna jest Afryka i cieśnina gibraltarska. W środku: widok na zachód i wschód, w centrum kolejka linowa. U dołu: widok na północ.

Na Skale Gibraltaru jest pełno małp. Nie są, choć mogą być, agresywne. Ale potrafią przeszukiwać kieszenie i torby turystów aby znaleźć jakieś jedzenie, zwłaszcza kanapki. Sa wszędobylskie, traktują zaś nas jako jakieś głupsze małpy. Niesamowite jest to, że na ich mordach widać obojętność, zniecierpliwienie, albo złość. Po jednym bliższym kontakcie trzeba było iść na prawdziwe gibraltarskie piwo.

Malpy700
Małpy Gibraltaru. I piwo ratunkowe

Powrót spacerem przez cale miasto z urokliwą starówką pokazał nam całe piękno tego miejsca. Wszystko jest małe, przytulne, angielskie. Nawet mają funta, co prawda gibraltarskiego, ale wygląd i wartość tego pieniądza jest identyczna z funtem angielskim. Na dodatek obie te waluty mogą być i są używane w Gibraltarze i w Anglii. Natomiast z płaceniem w euro może być w Gibraltarze kłopot.

Spacer700Uliczki Gibraltaru

Następnego dnia, wracając z Gibraltaru do Portugalii, postanowiliśmy poświęcić dzień Sewilli, stolicy Andaluzji. Ominęliśmy ją uprzednio z braku czasu. To ciekawe miasto ma „dziurawą” historię: tylko znakomitą przeszłość w okresie wielkich odkryć geograficznych oraz dopiero teraz budzącą się przyszłość. Był to niegdyś znany port na rzece Gwadalkwiwir przejmujący złoto dla władców Hiszpanii z hiszpańskich galeonów wracających z Nowego Świata. .Do dziś stoi nad rzeką Torre del Oro czyli Złota Wieża z XIII wieku, w której przechowywano złoto łupione w XV i XVI wieku w Ameryce Południowej i środkowej. Póżniej, poczawszy od przełomu XVII i XVIII wieku, rolę skarbca łupów oraz wymiany handlowej z koloniami pełnił dumnie Kadyks, wielka baza wojenna i handlowa dzisiejszej i ówczesnej Hiszpanii.

Sewilla700
Od lewej: wieża skarbca, w którym przechowywano złoto z Nowego  Świata katedra i jej wieża; paradna dorożka hiszpańska. Po prawej obrazek z centrum Sewilli: zbieracz staroci na tle muru warsztatów stoczni Real Maestranza de Artillería de Sevilla króla Alfonso X z 1252 r.

Sewilla w XVII wieku była najludniejszym miastem Hiszpanii, z Katedrą Najświętszej Marii Panny – największym i jednym z najwspanialszych gotyckich kościołów na świecie (powstałym w latach 1402–1506 na miejscu meczetu z lat 1184–1196), oraz Alkazarem – dawnym pałacem królewskim. W tym właśnie pałacu podejmowano decyzje dotyczące pierwszych wypraw do Nowego Świata. Tu Krzysztof Kolumb został przyjęty przez Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego i otrzymał pomoc oraz zgodę na wyprawę do Ameryki. Tu też znajduje się słynny renesansowy budynek giełdy handlowej, w którym Karol III umieścił Główne Archiwum Indii, zbiory dokumentów związanych z dziejami odkrywania i podboju nowych ziem, wpisanych na listę zabytków UNESCO.

——ooo——

Powrót do spisu treści

Daleko, ale jak w Polsce. Nocleg u Polki
6-14 września 2016 r. Porto i Lizbona

Druga część urlopu w Portugalii rozpoczęła się wyjazdem z Sewilii (por. tekst poprzedni). Była to ponad 500-kilometrowa droga „na skróty”, w poprzek kraju, w kierunku Porto, portugalskiej „drugiej stolicy”. Baza na dwie noce to niewielki hotelik  Residencial Hotel Celeste w Águeda, 75 km przed Porto. To teren górzysty, zupełnie inny niż nizinne, atlantyckie rejony Portugalii. Krajobrazowo w tej północnej, chłodniejszej części kraju, dominują lasy (ostatnio przerzedzone pożarami) oraz kanion wielkiej rzeki Douro o długości 100 km i głębokości do 400 m. Rzeka ta ma prawie 900 km, ale źródła są daleko, w centralnej części Hiszpanii. Jest to najbardziej zasobna w wodę rzeka na Półwyspie Iberyjskim.

RejonDouroKmpl
U góry: hotelik Celeste, przełom Douro, winnice oraz szkoła muzyczna w Agueda. Niżej: Rzeka Douro w okolicy Peso da Régua (zdj. 2, 3 wikipedia).

Po objeździe kanionu rzeki Douro „zakotwiczyliśmy” w Porto na cały dzień. Samochód został na parkingu podziemnym, a miasto zwiedzaliśmy czerwonym piętrusem hop-on-hop-off, wielokrotnie wysiadając.

Obrazki
Migawki z Porto. Jest biedniej niż w stolicy…

Przy okazji pobytu w Porto chciałem zobaczyć dom wielkiego reżysera Manuela de Oliveiry (dokł. Manoel Cândido Pinto de Oliveira, 1908-2015), który w tym mieście żył i pracował. Pojawił się on w mojej świadomości za sprawą Andrzeja Poniedzielskiego, który częstokroć cytował następującą anegdotę. W 2007 roku 99-letni wówczas Oliveira został zapytany w wywiadzie przez młodą dziennikarkę: – Mistrzu, jak Pan to robi, że w tak zaawansowanym wieku tak dużo Pan jeszcze tworzy, publikuje, reżyseruje? Oliveira odparł:   – Proszę Pani, młodość przychodzi z wiekiem!
Zobaczenie domu Oliveiry było jednym z powodów wyjazdu. Niestety stary, drewniany dom, w którym mieszkał reżyser musiał zostać rozebrany. Miasto jednak zbudowało „The house of Cinema” – Dom Kina Oliveiry, czyli muzeum jego filmowej twórczości.
Najbardziej spektakularną budowlą w Porto jest Ponte Dom Luís I, czyli piętrowy, szynowo-samochodowy most stalowy o długości  385 m i wysokości 45 m w centrum tego miasta. Wybudowany w latach 1881-86 był wówczas najdłuższym mostem na świecie w swojej kategorii. Projektantem mostu był inżynier Teófilo Seyrig z grupy Gustave Eiffel’a.

ObrazkiGot700
Most Ludwika I z drugiej strony niż na poprzednim zdjęciu – na pierwszym planie widoczne są tory kolejki linowo-szynowej dla pieszych, łączącej oba poziomy miasta. Tramwaj miasta Porto. Kośćiół Św. Ildefonsa. Niżej: deptak nad rzeką Douro, ja w kasie kolejki linowej i Most Ludwika I w nocy

Nareszcie Lizbona
Takie było założenie: odlot z Lizbony, więc pojedźmy tam na końcu. Lizbona to stolica i największe miasto Portugalii, położone nad szerokim rozlanym ujściem rzeki Tag do Atlantyku. Tak korzystne położenie, bezpośrednio przy Oceanie ale na spokojnych wodach zawsze decydowało o znaczeniu miasta, zamieszkanym od co najmniej czasów rzymskich. Sądzi się nawet, że był to punkt handlowy Fenicjan. W VIII wieku miasto zostało zajęte przez Maurów. W 1147 roku Lizbona została zdobyta przez pierwszego władcę Portugalii, Alfonsa I Zdobywcę. W 1255 roku król Alfons III przeniósł stolicę Portugalii do Lizbony z ważnego średniowiecznego miasta Coimbry. W pobliżu właśnie tego miasta  zatrzymaliśmy się w hotelu  jadąc do Porto.
Już w 1290 roku powstał w Lizbonie uniwersytet. Obecnie miasto jest centrum politycznym, ekonomicznym i kulturalnym kraju. W aglomeracji mieszka prawie 3 mln mieszkańców, co stanowi prawie jedną trzecią populacji państwa. Region Lizbony jest najbogatszym regionem Portugalii wytwarzającym 40% dochodu narodowego kraju.

Lizbona700
Położenie Lizbony w Portugalii. Czerwony punkt położony najwyżej na pierwszej mapce to Santiago de Compostela. miejsce licznych pielgrzymek, również z Polski. Środkowy czerwony punkt to Hotel Celeste, punkt etapowy tych pielgrzymek. Po prawej: centralny plac Lizbony Praça do Comércio.

Nie byłoby tu sensowne opisywanie i pokazywanie Lizbony. Robi to internet i wiele wydawnictw. Ale od początku mojego w nim pobytu miałem wrażenie, że to miasto jest takie, jaka byłaby przedwojenna Warszawa, gdyby ominęła ją zawierucha ostatniej wojny. Dokładnie tak. Warszawa na filmów i starych zdjęciach jest oczywiście podstarzała i podniszczona, ale dodajmy je te ostatnie 70 lat rozwoju! I byłaby właśnie taka, jak dziś Lizbona. Wąskie uliczki i stare tramwaje… I luksusowe hotele, jak dziś Bristol. Ale i nowoczesne dzielnice i szerokie arterie. Tuż obok, albo nad zabudową.

LizbonaTheatro700
Hotel Teatro w centrum Lizbony i uliczny akordeonista pod tym hotelem. I dziewczyny równie dobre jak w Warszawie

Hotel Teatro w centrum Lizbony udało się zarezerwować na booking.com stosunkowo tanio, bo była to noc z niedzieli na poniedziałek. Było to miejsce szczególne. Urządzono je inspirując się wielkimi dziełami opery i teatru. Nasz apartament poświęcony był operze buffo Don Pasquale Gaetano Donizettiego.
Wylot z Lizbony jak z Warszawy. Samolot TAP Portugal był wypełniony krajanami. Tym razem jednak cichszymi, niż podczas lotu tam (zob. wpis poprzedni), bo nastrój raczej smutny, pourlopowy.

LizbonaNoc

——ooo——

Powrót do spisu treści

Tropiki Azji. Sri Lanka, Malezja, Singapur, Tajlandia, też Dubaj 2. 15 listopada – 2 grudnia 2015 r.

Trasa700
Trasa podróży wycieczkowcem przez najważniejszą cieśninę świata, Malakka

Najpierw pociągiem na Okęcie. Stamtąd samolotami Emirates przez Dubaj do Cochin w Indiach. Z Cochin statkiem wycieczkowym do Bangkoku, stolicy Tajlandii. W programie rejsu Indie, Cejlon, Malezja, Singapur i Tajlandia. Dla wielu to niewątpliwie podróż marzeń. Dla mnie trochę też, ale po pierwszych dużych podróżach na antypody – wokół Ameryki Środkową i Północnej w 2009 roku oraz do Chin w dwa lata później (zobacz następne wpisy na tej podstronie), była to raczej okazja do wspominania przygód Fileasa Fogga, bohatera Verne’a.

Indie1-700.jpg
Trasa lotu do Cochin, terminal w Cochin i ulica w tym mieście, stolicy Kerali

Lądujemy w Cochin, 600-tysięcznym mieście na wschodnim wybrzeżu, stolicy stanu Kerala – dawnej kolonii portugalskiej, później holenderskiej i brytyjskiej. Cochin to od XIV wieku główny port handlu przyprawami z Arabami, nazywany niegdyś Queen of the Arabian Sea.
Po wyjściu z samolotu uderza upał, ponad 44°C. Natomiast w klimatyzowanej hali lotniska natychmiast dopadają nas łowcy pasażerów, którzy starają się złapać „łebka” i doprowadzić go do prywatnych samochodów, czekających z kierowcami opodal. Skorzystaliśmy z tej usługi dzięki czemu wiózł nas nie zawodowy taksówkarz, lecz przypadkowy młody Hindus. On był czysty i zadbany, czego o jego samochodzie, prawie nowym, powiedzieć nie było można. Wkrótce okazało się, że w Indiach jest to standardem. Mieszkańcy są czyści, lecz otoczenie już nie.
Po półtorej godzinie 40-kilometrowej szaleńczej jazdy wśród pieszych, tuk-tuków, riksz i samochodów ciężarowych wyprzedzanych jak się dało – lewą i prawa stroną, dotarliśmy wreszcie do miasta i do naszego wycieczkowca, który stał w morskim terminalu. Wręczyłem kierowcy przywiezionych z kraju 400 rupii (około 20 PLN), na które on zareagował niemal upadkiem na ziemię z wrażenia. Była to bowiem dla niego wielka, niespodziewana kwota. Nigdzie na świecie nie czułem się bogaczem, a tu niespodzianka!

PortCochin700
Lotnisko i port w Cochin na zachodnim brzegu subkontynentu Indii. Miejsce cumowania wskazuje czerwona strzałka. Palec wskazuje balkon naszej kabiny, wybranej bardzo asekuracyjnie, po sąsiedzku z szalupą i tratwami ratunkowymi (to te beczki).

AIDAbella stała w porcie jeszcze cały następny dzień, by zaokrętowani pasażerowie mogli dokładniej poznać Indie, a przynajmniej Keralę. Indie są dużym subkontynentem o ponad miliardowej ludności, niegdyś bardzo zróżnicowanym kulturowo, religijnie i gospodarczo. Z zewnątrz wydają się krajem zjednanym i scalonym, choć jednocześnie zupełnie odmiennym od krajów, które widziałem wcześniej. W tym jednym dniu odniosłem wrażenie niebywałej duchowości kraju i ludzi, dla których doczesność i otoczenie mają małe znaczenie. Ta duchowość jest na co dzień. Nie było tam miejsc publicznego kultu hinduizmu, choć widziałem meczet i kościół katolicki. Inne religie są w Indiach obecne, ale niewidoczne Uduchowienie Hindusów widać w twarzach, wesołych i smutnych, zawsze i wszędzie.

Ludzie700
Komentarz tylko jeden: ten skrzypek nie brał pieniędzy

Bieda i bałagan zdaje się nie robić na tubylcach żadnego wrażenia. Świat rzeczywisty jest dla nich obok albo i nie istnieje. Dla mnie było to zaskoczenie. Ducha Indii zrozumiałem jednak dopiero po powrocie, po przeczytaniu znakomitej książki-reportażu pt. Indie. Miliony zbuntowanych (ponad 500 stron, ISBN 978-83-7536-566-5). Podczas jej czytania miałem przed oczami obrazy z Cochin.

iNDIE700
Indie. U góry: cztery typy interesów – bierny, very small (wulkanizacja), small i szmal
U dołu: transport, rybołówstwo, tuk-tuk z niezbędną cegłą w folii pod pedałem, uczniowie

Po dwóch dniach w Indiach nasz statek cumuje w Kolombo w dawnym Cejlonie, obecnie Sri Lance. Kolombo jest wieloetniczną i wielokulturową metropolią. Obok Singapuru i Dubaju zaliczany jest do najważniejszych portów na szlaku morskim z Europy na Daleki Wschód. Sri Lanka jest państwem, w którym dominuje buddyzm (70%), w Indiach religią przeważającą jest hinduizm (80%).

Kolombo700.jpg
Kolombo, Sri Lanka. Nowy i kolonialny port. Centrum miasta.

Przepływamy Zatokę Bengalską przez dwie noce i dzień. Wbrew złej sławie tej zatoki, po spokojnym morzu docieramy do Cieśniny Malakka, u której początku znajduję się piękny archipelag Langkawi z centralną wyspą o tej samej nazwie.

Bengalska

Langkawi jest atrakcyjnym zapleczem turystycznym stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Leży na zachodnim wybrzeżu. Są tam piękne plaże nad ciepłym morzem oraz góry sięgające 1000 m wysokości n.p.m. Choć tak naprawdę atrakcji jest niewiele: kolejka linowa z portu na szczyt pobliskiej góry (to około 900 m do góry netto, czyli prawie tyle co  na Kasprowy Wierch, szklana wisząca platforma widokowa na tej samej w przybliżeniu wysokości i dość ubogie ogrody botaniczne na dole. Natomiast w porcie Langkawi stał duży jacht zacumowany na przeciwko naszego kolosa.

Langkaw700.jpg
Port w Landkawi, jacht Ocean Victory, platforma widokowa i wagonik kolejki

Był to 140-metrowy Ocean Victory, jeden z największych prywatnych jachtów na świecie, należący do Wiktora Rasznikowa (1948), rosyjskiego biznesmena, magnata żelaza i stali z uralskiego Magnitogorska. Jak się okazało z pogawędki w porcie, właściciel tego jachtu miał czas jedynie by go mieć, ale już nie na nim pływać. Ocean Victory został wyczarterowany firmie oferującej wszystkim chętnym luksusowe rejsy po ciepłych oceanach i morzach. Nawiasem mówiąc, Rasznikow od czasów studenckich związany jest z Magnitogorskiem, gdzie ukończył studia metalurgiczne i przez całe życie pracował w należącym obecnie do niego kombinacie, poczynając od stanowiska zwykłego mechanika do głównego inżyniera i dyrektora. Na początku lat 90-tych ub. wieku przejął bankrutujący kombinat (znacznie większy od naszej Nowej Huty) i doprowadził go do świetności.

KualaLumpur700.jpg
Główna Jaskinia Batu. W jej wnętrzu zmieściłaby się wielka europejska katedra. Petronas Towers i widok z pomostu  między nimi

 W aglomeracji stolicy Malezji Kuala Lumpur mieszka ponad 7 mln mieszkańców. Miasto zalicza się do tzw. metropolii globalnych, czyli grupy największych miast świata. Mimo to nie jest wielką atrakcją turystyczną. Jest znane głównie z najwyższego bliźniaczego budynku na świecie Petronas Towers (452 m). Do końca XIX w., a nawet do 2004 r. był to najwyższy drapacz chmur świata. Wieże Petronas połączone są przejściem o długości 58 m na poziomie 41 i 42. piętra.
Jedną z największych atrakcji turystycznych otoczenia stolicy Malezji jest zespół jaskiń Batu, odkryty w końcu XIX w. Są to formacje wapienne położone w odległości 13 km od centrum Kuala Lumpur. Jaskinie są ważnym centrum pielgrzymek mniejszości hinduistycznej Malezji zwłaszcza podczas corocznego święta Thaipusam. Do głównej jaskini o wysokości 100 m  prowadzą z parkingu zewnętrzne schody o 272 stopniach, na których buszują między wiernymi i zwiedzającymi całe rodziny małp. Sama jaskinia przytłacza ogromem. Wchodzący turyści milkną przytłoczeni wysokością sklepienia i wielką światłością nieba widocznego nad głównym ołtarzami dostępnymi po pokonaniu kolejnych stu kilkudziesięciu stopni.

Singapur
To główny całej wyprawy. No bo cóż będzie dalej? Tajlandia. Już od siedemdziesiątych lat ubiegłego wieku kraj ten był zjeżdżony przez jeszcze socjalistycznych Polaków z tego prostego powodu, że już od wtedy nasze linie lotnicze LOT oferowały stałe bezpośrednie loty do Bangkoku z warszawskiego Okęcia?
Singapur to wyspa na końcu Półwyspu Malajskiego, lecz przylegająca do niego ściśle. Jakkolwiek na południe od Singapuru, po drugie stronie Cieśniny Singapurskiej są jeszcze wyspy należące do Indonezji, ale jedyny bezpieczny szlak morski z Europy do Chin prowadzi właśnie tędy. Cieśniny Malakka i Singapurska są gęste od statków, a sam Singapur, jak się okazało, jest najkorzystniejszym na świecie miejscem na budowę „stacji” paliwowej.

Singapur700
Singapur to koniuszek półwyspu Malajskiego. Czerwona wyspa to Palau Bukom, strzałką oznaczono centralny punkt miasta

I taką właśnie, 120 lat temu zbudował na wyspie Palau Bukom koncern Shell. Jest to teraz największa rafineria Shella na świecie. Destyluje 500000 baryłek ropy dziennie, produkując olbrzymie ilości paliw i produktów ropopochodnych, np. surowców tworzyw sztucznych. Wyspa Bukom płonie bez przerwy – jest doskonale widoczna z portu w Singapurze.
Pierwotnie wyspę porastały wilgotne lasy równikowe i zarośla namorzynowe rozciągnięte wzdłuż wybrzeży oraz na brzegach rzek. Najwcześniejsze wzmianki osadnictwie pochodzą z III w. W 1298 r. powstały pierwsze osady. W XIV wieku ten mały skrawek lądu nazwano w sanskrycie Simha Pura, czyli miastem lwa, ponieważ dostrzeżono wówczas dziwne zwierzę podobne do lwa. Simha Pura położone na styku szlaków morskich rozkwitło jako faktoria dla chińskich dżonek, arabskich dhows, portugalskich okrętów i malajsko-polinezyjskich żaglowców. Współczesny Singapur został założony przez podróżnika Thomasa Raffles, który na zlecenie brytyjskiej Kompanii Południowo-Wschodniej wynalazł w 1819 roku i wydzierżawił od miejscowego władcy wyspę na założenie stacji handlowej. Z czasem Singapur stał się kolonią Korony Brytyjskiej.

Singapur12-700
Historia Singapuru. Singapur dopiero w roku 1965 stał się niepodległym państwem. Na zdjęciu drugim na górze centrum Singapuru: CliffordPier – pierwsze nabrzeże portowe (1), Merlion – lew morski, symbol miasta (2), stadion na wodzie 120×83 m (3), Muzeum Sztuki i Techniki (4), Marina Bay Sands Hotel, współczesna ikona miasta (5)

Państwem niepodległym Singapur stał się dopiero w 1965 roku. Było to wówczas niezbyt zamożne miasto portowe. Obecnie dochód narodowy na głowę jest wyższy niż w USA. Singapur jest miastem czterech kultur: chińskiej, malajskiej, hinduskiej i angielskiej oraz mieszaniną narodów. 74% ludności stanowią singapurscy Chińczycy, 14% Malajowie, 9% hinduscy Tamilowie, a tylko 3% Anglicy. Religie Singapuru to chrześcijaństwo (19%), buddyzm (34%), islam (15%) i taoizm/hinduizm (16%). Singapur trudno jest jednak opisać, najlepiej zobaczyć.

SingapurGot700.jpg
Obrazki z Singapuru

Na koniec Tajlandia. Królestwo Tajlandii to dawny Syjam. „Thai” w języku tajskim oznacza „wolny”. Jest to kraj nizinno-górzysty z najwyższy szczytem 2595 m, o długiej linii brzegowej, ponad 2600 km. Ma dostęp zarówno do Zatoki Bengalskiej (poprzez Morze Andamańskie) jak i Zatoki Tajlandzkiej. Państwo tajów powstało w X–XII wieku. Tajlandia w zasadzie zawsze była niepodległa, z ograniczeniami jednak w okresie kolonialnym. Obecnie jest demokracja parlamentarną, choć bezustannie wstrząsaną zamachami stanu i niepokojami granicznymi. Większa część Tajlandii leży w strefie klimatu zwrotnikowego wilgotnego.
Powierzchnia kraju zbliżona jest do powierzchni Polski, populacja natomiast jest ponad dwukrotnie większa od naszej. Także dochód narodowy na głowę jest dwukrotnie mniejszy niz w Polsce. Religie to prawie wyłącznie buddyzm, z niewielkim udziałem islamu i chrześcijaństwa. 75% społeczeństwa stanowią Tajowie, a 14% – ludność pochodzenia chińskiego. Dość duży odsetek to muzułmańscy Malajowie. Gospodarka opiera się na turystyce i rolnictwie, przy czym dochody kraju z turystyki są 5-krotnie większe niż nasze.

Masaze700
Położenie Tajlandi. Jeden z wielu terenowych gabinetów masażu

Turyści cenią egzotykę i gościnność kraju, a zwłaszcza stosunek do nich Tajów. Na całym świecie słynne są ich masaże. Masaże te mogą być rozszerzane o usługi z pogranicza erotyki, co turyści, zwłaszcza niemieccy, bardzo sobie cenią. Oto przykładowe ceny Thai Massage za 1 godz. w batach tajlandzkich THB (kurs 0,13 PLN), wykonywanego w warunkach terenowych na wyspie Koh Samui:
Thai Massage 300, Oil Massage 300 Foot scrub (peeling) 300, Back&Shoulden Massage 400 Thai with Oil Massage 400, Manicure/Pedicure 400, Coconut Oil Massage 500, Aloe Vero Massage 500, Sport Massage 500, Aroma Massage 500.
Największą jednak atrakcją Tajlandii jest zwiedzanie Bangkoku i znajdującego się w tym mieście kompleksu Wielkiego Pałacu Królewskiego.

Tajlandia700.jpg
Rząd 1. Uliczny stragan. Komunikacja w Bangkoku. Centrum Taxi. Kable uliczne
Rząd 2. Sprzedawca lodów. Ulica w Bangkoku. Drzewo kauczukowe. Światynia
Rząd 3. Królewskie miasto Bangkok

——ooo——

Powrót do spisu treści

Orient. Ze średniowiecza w nowoczesność
4-13 grudnia 2014 r. Dubaj i Zatoka

W realizacji…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Góry w wodzie. To stamtąd przyszła cywilizacja Rusi
6-13 lipca 2013 r. Fiordy i Kopenhaga

W realizacji…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Kraina i miasto płytkiej wody. Fascynuje kolorami
23-30 czerwca 2012 r. Wenecja i jej laguna

W realizacji…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Chiny, Państwo Środka.
Wstąpił do Anglii. Po drodze mu było…
30 maja – 16 czerwca 2011 r.

W realizacji…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Blisko i daleko równocześnie. Pamiątki po I Unii
12-15 sierpnia 2010 r. Troki, Kowno i Wilno

W realizacji…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Wokół Ameryki Północnej i Centralnej, wodą, lądem i powietrzem. 10 kwietnia – 15 maja 2009 r. USA i Karaiby

W realizacji…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Cywilizacje Morza Śródziemnego
13-26 sierpnia 2008 r. Antyk i Orient

W realizacji…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Plaże i rakiety. Rowerem
17-21 czerwca 2007 r. Uznam, Peenemunde

W realizacji…

——ooo——

Powrót do spisu treści

Taurusem II w poprzek Europy. To trwało 4 lata.
1999-2004 r. Z Emmerich nad Renem do Marsylii

W realizacji…

——ooo——