Liceum Reytana

W Liceum nr 6, późniejszym Rejtanie, a potem nawet Reytanie szło mi źle. Byłem w tej szkole 5 lat (1955-1960). Nie lubiłem jej, nie wiem dlaczego. Czy przeszkadzała mi odczuwalna elitarność tego środowiska, czy też może była to reakcja na moje zachowania? W otoczeniu starszych i większych kolegów czułem się gorszy. Byłem uczniem miernym. Odczuwałem więc pewien ostracyzm tego dość dumnego środowiska. Na lekcje chodziłem niechętnie, raczej dla Mamy, niż dla siebie.

Liceum
Liceum im. Tadeusza Reytana (wikipedia, fot. Adrian Gryciuk)

Naukę rozpoczynałem jeszcze w „starej budzie” czyli budynku przy Rakowieckiej 23. W dziewiątej klasie, czyli według późniejszej nomenklatury – drugiej licealnej, już w nowym budynku, przy Wiktorskiej powtarzałem rok. To paradoksalnie poprawiło nieco moją sytuację emocjonalną, gdyż młodsi koledzy traktowali mnie już z pewnym respektem i uznaniem. Z poprzednim rocznikiem rozrabialiśmy razem co nieco. Brałem na przykład bierny udział w „akcji specjalnej” kolegów z klasy, która polegała na uroczystym spaleniu na boisku dziennika klasowego, jedynego dokumentu szkolnego ze wieloma „dwójami”, również moimi. Nie było duplikatu tego dziennika. Nie było też żadnego donosu, kto to zrobił. Mimo tego niewątpliwego wówczas dla mnie „sukcesu”, a może właśnie dzięki niemu, nie dostałem promocji i musiałem powtarzać rok.
Przypuszczenie, że zbyt wcześnie rozpocząłem naukę, sprawdziła się bez wątpliwości. Dopiero powtarzając rok znalazłem się wśród rówieśników, którzy na dodatek traktowali mnie z respektem, jako „byłego starszego”. Tak dobrnąłem, z trudem zresztą, do matury.
Ciekawostką jest, że „studentem” zostałem dwa lata wcześniej, zanim zostałem studentem. Wspominam o tym Najlepiej czułem się bowiem w pozaszkolnym środowisku kolegów mojego starszego brata oraz studentów Uniwersytetu i Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej, mającej wówczas siedzibę w pałacyku na rogu Alej Ujazdowskich i Pięknej. Tam bowiem zostałem harcerzem Osiemdziesiątki, czyli drużyny afiliowanej przy warszawskich szkołach artystycznych. Do mojej Czarnej Jedynki, czyli Szczepu 1 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej w liceum macierzystym jakoś mnie nie ciągnęło, właśnie ze względu na kolegów.
W istocie przed maturą przyciągało mnie bardziej towarzystwo studenckie niż szkolne. Takie miejsca, jak pierwszy po 1956 roku warszawski klub studencki Hybrydy na Mokotowskiej oraz kafejki na Krakowskim Przedmieściu działały na mnie jak magnes. Do Hybryd można było wejść tylko za okazaniem legitymacji studenckiej lub legitymacji Zrzeszenia Studentów Polskich (ZSP). Byłem jeszcze uczniem klasy maturalnej, ale dzięki rekomendacji moich przyjaciół z grupy towarzyskiej, z którą wspólnie poznawałem atrakcje Warszawy fermentu kulturalnego końca lat 50-tych, przyjęto mnie, jakby awansem, do tej organizacji. Dzięki temu jako jeden z niewielu w ówczesnej Polsce, już w 1959 roku słuchałem jazzu, poznałem osobiście Trzaskowskiego, Komedę i wielu innych. Sam grałem już na gitarze i miałem nawet epizod aktorsko-teatralny – zagrałem w tym charakterze w kilku przedstawieniach Teatru Hybrydy śpiewając tzw. balladę wstępną.
W Rejtanie było gorzej. Z trudem zdałem maturę, największe problemy miałem z polskim i historią. Na ustnym z polskiego zapytano mnie między innymi o głoski dźwięczne i bezdźwięczne. Nigdy nawet o nich nie słyszałem. Stwierdziłem na egzaminie, że mógłbym coś powiedzieć tylko o głoskach wdzięcznych. Wtedy obserwujący egzamin Wspaniały Nasz Dyrektor Stanisław Wojciechowski, jedyny nauczyciel którego lubiłem, szepnął do polonistki: – na co on idzie? Sprawdziła w papierach i odpowiedziała – na Politechnikę. Na to Dyrektor: – puśćmy go, głoski będą mu mało potrzebne, a trzymać go u nas kolejny rok to kłopot!
W ten sposób w 1960 roku wywalczyłem Świadectwo Dojrzałości i z ulgą opuściłem Rejtana. Niechęć do tej szkoły została mi na zawsze. Historia płata jednak figle. W kolejnych latach opanowałem świetnie język polski, a nawet napisałem wiele książek chwalonych właśnie za bezbłędny język. Historia natomiast stała się moim hobby.

11 ‎maja ‎2019 roku